![]()
sloneczna
27.01.2012 :: 00:26 Zostaw wiadomość :) (0)
a bo ja wiem. 11 dni po walentynkach. ale zadzwonie w Walentynki. Ale sie ucieszy : )
też lubie jak zadzwoni do mnie z zyczeniami jakas była sympatia.
byłam u Oli i pomagałam sie pakowac, nie jest łatwo spakować czyjeś tym bardziej swoje życie do kartonów. Tym bardziej, jeśli to jest zupełnie inne, obce życie, zawiera przeszłość, cudze osobowości obcych ludzi, nie jest to łatwe.
Bas oszalała i odrabia angielski i w dodatku wszystko dobrze wypełnia jedyny wyraz z jakim na dzis dzień ma problemy to wear. no ni cholery, dwa dni wałkujemy. zupełnie jej sie nie kojarzy ze jak jeans to wear, że wear jeans. no nie wiadomo co to moze być. : )
jstem zachwycona.
własnie przyszła i oświadczyła, ze zrobiła jutrzejsze zadania z anglika, prawdę mówiąc zrobiła już cała książkę i teraz nie mam co jej zadać, a test dopiero w przyszły piątek, aha, Luiza z Basia zadecydowały, ze podnosimy poziom i kupiłyśmy książke do kalsy 6, ale to ich ksiązka nikt im tam sie nie wtrąca, nie wiem jak Ola.
ksiażke też już ładnie przeleciały jak dotąd.
wieczorem zadzowniłam do ojca. Dobrze mu zrobiła wczorajsza rozmowa z Marcinem i to, ze nie dzowniłam do niego cały dzień. Mama też do niego nie zadzwoniła i tak tkwimy w zawieszeniu. ale życie będzie łatwiesze, chyba znowu zapomniałam zadzwonić.
z mamą nie rozmawiałam cały dzien, wolne sobie zrobiłam, ukryłam sie u Olki.
nie jest z nią źle, to ze mną. Olka też to stwierdziła. że ze mną coś nie tak.
Miałam maksymalnie wkurzajacy dzień w pracy i dzieki bogu że ludzie pisza do mnie maila to mam dowody na ich zaprzeczajace stwierdzenia. i na hasło, "w mailu który wysłałas napisałaś że " rozmowa robi sie zupełnie inna. moja wiara w pismo jest uzasadniona.
załamkę chyba miałam. wczoraj cały zdien waliłam się szafkami w głowe, jak tylko znalazła sie jakas szafka musiałam w nią przywalić, np pochylam sie, żeby umyć szkalnkę, jeb. szafki prześladowały mnie wczora i weź tu zdawaj na prawo jazdy jak ja odległośc głowy od szafki źle wymierzam.
bała bym sie ze sobą jeździć. bo przecież jestem nienormalna.
Opiłam sie sporo kawy u Oli i teraz pewnie nie zasnę, jutro koszmarny dzien walki z beznadziejnym systemem biurokratycznym teraz płaca mi za to, zebym przez osiem godzin dociekała że nie mogę czegoś zrobić ze wzgledu na brak uprawnień wynikający z systemu. z systemem nie wygra sie.
wykonawca systemu jest miłym człowiekiem, niedawno dowiedziałam sie, ze jest w wieku mojego ojca, rozumiem teraz czemu bronimy tego systemu. ludzka solidarność.
w każdym arzie nerwy mi puszczają, a ryczę tylko jak odpalam internet.
w sumie to moze jest przyczyna. internet.
muszę znaleźć zajęcia dla Basi na jutro i dla mojej mamy, zeby im nie odbijało, zaplanowac im godziny.
wyśpię sie i będe jak nowo narodzona.
Ojciec był dzis inny. Powiedział do mnie "córeczko".
jutro osiem godzin walki z systemem, dokonam niemożliwego, mimo blokad, zakazów i tego typu. w sumie co mam robić. a potem będę planowała. muszę jakoś wyplanowac na środę, tak mi wychodzi.
to sie da zrobic, tylko muszę sie uspokoić.
no i musimy odpocząc od siebie z Adamem. Żeby coś odkrywac u siebie na nowo. ja muszę się bardziej starać, w przerwie na nagielski posprzątam mieszkanie, a nie, mama mi posprzatała dziś, miło z jej strony. to ..to coś.
może zrobimy z Basią teatrzyk. mam wolną sobotę, Baś idzie do Ani urodzinowo, ale Ola ma przeprowadzkę. znowu poszły mi dwie paczki prawie. sobota z kocem i książką.
może... nie, chyba nie.
Zastanawiam sie co z Adamem, jak to ugryźć, żeby to działało.
i nie dzowniłam do teściowej, za bardzo zasugerowałam sie książką, ale wesoła jest. powoduje niekontrolowane wybuchy śmiechu.
jak bym odpoczęła od Adama mogła bym się w nim zakochać i jaki to by był kłopot z głowy.
wyobraźmy sobie, szczęśliwa, kochajaca się nawzajem rodzina.
może mam to, tylko ze mną coś nie tak. ale to minie, jestem juz duża. Walentynki zaplanowane. Wielkanoc w Białce. Majówka samotnie na wsi - zerwę sie na melanż, to na bank : )
a w kwietniu Di.
pod koniec.
majówka. ..... bez tego kota jest taka beznadziejność. a myślałam, że bardziej kocham Blakiego. Koty miały być takim lekarstwem na miłość, żeby kochac w ogóle. i jakos to kurwa nie wypaliło. to znaczy wypaliło, ale sporym kosztem. lepiej ejst jednak nie kochac, zdecydowanie.
będe chiała wychowac Basię na osobę samolubną. to znaczy trochę na to za późno, i pewnie niewiele da sie zrobić. w każdym arzie motto, które bedę jej kładła do głowy przez następne 10 lat będzie brzmiało "myśl o sobie". Kupię jej taki kubek.
26.01.2012 :: 07:58 Zostaw wiadomość :) (1)
jeszcze niegdy nie skorzystałam z opcji "zadzwoń" niedługo jego urodziny, 37, walentynki, a potem jego urodziny. 4 dni później. Zadzwonię : )
nalezy mu się. Trochę tego tam.. zwycięstwa.
niewiem co powiem. mam czas. tęsknię za nim.
Ania dziś wraca z urlopu. do piątku jeden krok.
Kot zwalił koszyk z orzechami włoskimi i rozturlały sie po całym mieszkaniu, Baś nie pośpi.
26.01.2012 :: 00:12 Zostaw wiadomość :) (0)
i wiecie co, ( na szczęście Basia miała jeszcze zapas ptasiego mleczka i mi przyniosła, jakie to dobre dziecko jest) myślałam o tym, ze mam 35 lat i tak na prawdę miałam jednego prawdziwego chłopaka. I że był super, to niezaprzeczalnie i ze gdyby był, to by sie to wszytsko nie wydarzyło. pewnie to zcas, że wtedy był inny czas, oni byli młodsi, ale nawet oni nie mogli sie do niego doczepić. Mam utyskiwała trochę, bo sporo zjadał, on by do mojej mamy nie wsykoczył, każdy sie boi mojej mamy, a z ojcem moim to wódke nawret pili, polubili sie,
i pogoniłam go.
i o tym jak nie byłam zazdrosna, jakie to było dobre uczucie, chcesz? nie, to nie, idę z inną, prosze bardzo, chcesz ja zobaczyc, chcę, nieraz poznawał mnie z dwiema dziewczynami w jednym tygodniu. Prawie wszystkie były ładne, ale najładniejsza była ta 19 latka, ale była, sama bym ją puknęła. ruda, krótkie włosky, wysmukła, zgrabna, pewna siebie, śliczna, tryskająca energią, dobrze umalowana, seksownie ubrana, krótko sie z nią prowadzał, mówił ze nimfomanka i nie daje rady. i opowiadała jak sie z jej ojcem spotkał. i wmawiali mu z jest od niej ze studiów, ze rok tylko wyżej.
to był mój maksymalny przyjaciel, przyjaciel mojego ciała, nawet wewnętrznych organów, serca też i żołądka. i wysłuchał i zawsze pocieszył. ale nie tak... po prostu umiał tak dobrać słowa, ze mi odpuszczało. zupełnie przestawało mieć znaczenie.
no i nie stroił fochów kiedy słyszał "nie"/
i nieraz musieliśmy się powstrzymywac. i dawaliśmy radę.
i jak sie ciesze że to zrobiłam, przynajmnije bede sie miała z czego spowiadać. no i warto było. Bo to był mój chłopak, ale ja jestem nienormalna i wygoniłam go, a on że tak nie mógł, to wyjechał, ot i nie ma go.
25.01.2012 :: 23:23 Zostaw wiadomość :) (0)
po prostu jest ze mną coś nie tak, przykro mi bardzo, pewnie ze bym wolała byc normalna.